sobota, 18 lutego 2012

Big Life Plan.

Podobno na życie trzeba mieć plan. Już sam wybór gimnazjum, ogólniaka powinien nas kształtować na całe życie o ile nie na karierę zawodową. Poszłam do 'plastyka', bo chciałam być kimś , kto zmieni dotychczasowe patrzenie na sztukę jaką jest ilustracja. Średnio się udało. Piszę to bez żalu, bo wiem że w sumie mogę cały czas wszystko. Tak, śmierć wielu wspaniałych postaci w przeciągu kilku miesięcy dała mi wiele do myślenia. Postanowiłam przewartościować kilka spraw nie dających mi spać do tej pory.

Pierwsza 

Nie podchodzę w tym roku do matury. Wiem, fala protestów zaleję moją głowę zewsząd ale nigdy w życiu nie robiłam nic wbrew sobie, zaczęłam już w przedszkolu stanowczo odmawiając marchewki z groszkiem zasmażanej na 'wymiocinową' breję. Kurde fuj.

Nie czuję tego. Wiem że bez tego papierka nie pójdę na studia i inne bla bla bla.

Ale wcale nie twierdzę że robić jej nie zamierzam. Obiecałam samej sobie że w przyszłym roku zdobędę dojrzewający papierek ku chwale babci dziadka i wielu innych a nawet i samej sobie.


W sumie dlaczego na życie trzeba mieć plan?



A co jeśli owego planu nie ma?
Ja nie mam , to znaczy miałam ale średnia możliwość spełnienia doprowadziła mnie do 'obżarczej' depresji.

Druga

Remont, nie tylko ten w duszy ale też dosłowny remont pokoju. Meble w Ikea wybrane, kolor ścian powiedzmy że też . Ma być jasno , przestronnie a zarazem kolorowo. Czyli tak jak w moim życiu.
Wiosenne porządki w szafie też mile widziane, jak wyjdę z długów to 'boskie conversy' dostaną wejściówkę do mojej garderoby.

Trzecia

Inspirować.

1 komentarz:

diggerowa pisze...

mnie zainspirowałaś już. a co do reszty kciuki trzymam.