wtorek, 10 kwietnia 2012

Take me to the bar, drink up to sorrow.

Z dzisiejszych obserwacji w rodzinnym mieście: Moje dawne mieszkanie którego ściany pamiętają ból, płacz, krzyk strach, zapach pomidorowej i krwi a także maleńką radość zamieniło się w biuro szemranej postaci Pana Kamienicznika. Nie powiem, łezka w oku się zakręciła. Nawet dwie, ok może i trzy. W moim życiu nacinam się co chwilę na ludzi którzy robią chwilowe zamieszanie w moim codziennym bałaganie emocjonalno - uczuciowo - egzystencjonalnym a potem sobie idą, nie rozmawiają ze mną, mają mnie w dupie. ( och jak mi kurde źle). Ale jestem głupia. Stan emocjonalny który odkryłam dzisiaj to przejrzystość i ostrość.Lubię mroxne powietrze skontrastowane ze słonecznym dniem. Czuję więcej, widzę ostrzej. Chłonę każdy moment, każdy dźwięk i cień. Otwieram.




Nie wiem o co mi chodziło gdy to pisałam , pamiętam że wino było dobre.









1 komentarz:

vampire pisze...

zasada numer 215 idealna na mój dzisiejszy dzień.