niedziela, 15 sierpnia 2010

hi mountain

Gdybym miała opisać ten wyjazd to wątpie żeby istniał jakikolwiek dobór słów oddający ten cały klimat.Było cudnie.ciucholandowy raj,szał zakupów.Ale ciuchy ciuchami.renesans uczuć ,czułości,miłości miałam w pełni .Nie będe zdradzać szczegółów bo wyjdzie mi tu opowiadanie erotyczne.

Kuba i ja byliśmy w Krościenku.nad samiuśkim Dunajcem,rzut beretem od Słowacji w której też zagościliśmy.ambitny plan przeżycia na zupkach chińskich skończył się na kurczaku z frytkami(ja) i szaszłyku(kubek) z pobliskiego baru.
dwa razy zalało nam namiot.trochę pozrzędziliśmy i takie tam .
nocne urzędowania (hi hi)
moje 19 urodziny hucznie oblane ^^
te zdjęcia to tylko garstka .i tą garstką się z wami dzielę.
chciałabym tylko jeszcze napisać że cholernie kocham mojego mężcyznę.i przepraszam go za te krzyżówki po nocach (buzi buzi)



co do ciuchów,same widzicie,komin z hi mountaina rulez .generalnie totalny luz.

4 komentarze:

Calliforniaction. pisze...

niektore zdj sa na serio genialne

Pani La Mome pisze...

Dosłownie rozwaliły mnie te zdjęcia, pozazdrościłam czeskiego piwa;)Wszystkiego naj z okazji urodzin!

bessnel pisze...

byłam w szczawnicy, zaraz obok krościenka :)) Pięknie tam jest!
Ubóstwiam oscypki z żurawiną!!!

Peyton pisze...

piękna fotorelacja! zazdroszę takiego wypadu w góry :)