poniedziałek, 14 maja 2012

Seven.


 Wracam. A raczej 'wracam - y '. TAK. Będzie tego więcej.

Dzisiaj:

Dostałam premię. Znalazłam pięć złotych. Posiedziałam w Kościele w którym ktoś grał na organach.Pustym Kościele.
Pogadałam sobie po francusku złamanym angielskim.

Jestem tak uduchowiona że czytam Coelho. Again. Całkiem nieźle udało mu się zerżnąć pomysł od samego Dalajlamy. Czytam również niesamowite przewodniki National G. Rzym i Madryt.  I mam ochotę wszystko rzucić, wyjechać do Włoch, zbierać winogrona, mieszkać u włoskiej rodziny, objadać się serami i upijać winem truskawkowym.  

I chodzić w sukienkach , i być opaloną. I koniec. 

Siedem, tajemna liczba. I wiele znacząca. Bardzo wiele. 

Pięknie jest.









piątek, 11 maja 2012

A night like this.

 Była matematyka i była historia sztuki. Obie zwalone, chociaż się starałam. Brakuje mi ludzi i czasu. I rysowania. W zasadzie mogłabym wymieniać bez końca czego mi brakuje, ale to i tak nie ma znaczenia. Staram się działać według swoich zasad, silnej woli i wiary w przyciąganie. 


Rysuję. 
Oddycham.
Rzucam epitetami najczęściej w myślach.
Wyobrażam sobie siebie w sukience.
W conversach białych też.
Widzę seksowne zmysłowe zdjęcia.
Jem z Ewą grillowane pomidory z mozarellą.
Chodzę.
Śpię za krótko. 
Obmyślam plan na podbicie świata.
I tak bez końca.
A i zdjęcia.
Będą.

wtorek, 8 maja 2012

Trolololo.

Zdążyłam już zapomnieć i zatęsknić do starego blogowania.


Robiłam porządki w ubraniach i dotarło do mnie ( wreszcie) że o dziwo mam w czym chodzić i takie tam. 


Zresztą... to już wkrótce.


Dzisiaj pisałam znowu tą nieszczęsną matematykę. hmmm....

niedziela, 6 maja 2012

May.

Kraków = Alchemia, Podgórze, Kazimierz.
On.
True blood.
Czekolada.
Łosoś.
Długie nocno- dzienne rozmowy.
Praca.
Karaoke.
Pięć kilo mniej. 
Seks.
Mój pierwszy tatuaż.
Martini.
Papierosy.
Rysowanie.