poniedziałek, 6 września 2010

I Met Up With The King

Po pierwsze muszę koniecznie zamówić sobie płytę first aid kit.Po drugie przestac się bać lekarzy.

dawno nie pisałam o ciuchach,ale w sumie nawet nie wiem co napisać.zawsze jest tak że jak coś sobie wymyślę ubraniowego na następny sezon to widzę to potem na fashion tv,mój chłopak określiłby to tak "

podoba mi się jak widzę gdzieś realizowane pomysły na które wpadłem ale nic z tym nie zrobiłem, bo to znaczy że mam dobre pomysły"

jedyne nowatorstwo to moje loki które po nocy oklapły ale nic to,zaraz je poprawię .ha!i nie siedzę w szkole bo idę do "zboczologa" jak by to kuba powiedział,ja bym powiedziała pipologa.
no co,wolność słowa i takie tam.
nie nie jestem w ciąży.



kardigan-sh
dress-sh
leggins-promod

3 komentarze:

Pani La Mome pisze...

Fajne ciuszki, ten sweter i to to pod spodem. Rozumiem, że żeńska odmiana pipologa to pipolożka?;)
W sumie szkoda, że nie jesteś w ciąży - w twojej klasie by zawrzało i byłby zastępczy temat na maturę;D

Anna pisze...

świetna sukienka i sweter ...

pozdrawiam

Marta pisze...

A przepraszam z góry za moją ignorancję - co z tym tytułowym "kingiem", gdzie on jest? Bardzo ładny sweter, też lubię szare swetry, właśnie dlatego, że są takie szaaaare :)